Ariana | Blogger | X X X X
  • środa, 27 września 2017

    ...jak rysa na lodzie...: Bliźnięta z lodu, S.K. Tremayne

    Tytuł: Bliźnięta z lodu
    Tytuł oryginału: The Ice Twins
    Autor: S.K. Tremayne (Tom Knox)
    Tłumaczenie: Robert Kędzierski
    Data premiery: 26 sierpnia 2015
    Wydawnictwo: Czarna Owca
    Liczba stron: 336
    Krótka ocena: Definitywnie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w życiu. Magiczne opisy mrożą krew w żyłach. Bez koca i ciepłej herbatki się nie obejdzie!


    W rodzinie Moorcroftów urodziły się bliźniaczki. Dziewczynki często udawały jedna drugą, były do siebie tak podobne, że nawet rodzice mieli problem z ich rozróżnieniem. Trzynaście miesięcy przez akcją powieści dochodzi do tragicznego wypadku, w którym ginie jedna z nich. Moorcroftowie przeprowadzają się na wysepkę, którą ojciec dziewczynek odziedziczył po zmarłej babci. W nowym miejscu mają nadzieję otrząsnąć się z żałoby. Tymczasem gdy żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Wyspa Torran okazuje się miejscem, w którym rodzinie przyjdzie zmierzyć się z tym, co skrywa ich przeszłość.

    Przyznaję się bez bicia - książka zwróciła moją uwagę najpierw klimatyczną, intrygującą okładką. Później natknęłam się na jej opis (chociaż odbiegający minimalnie od fabuły, ale - dzięki Bogu! - wolny od jakiś szczególnych spojlerów), który zaciekawił mnie jeszcze bardziej. Kiedy więc tylko nadarzyła się okazja, by dorwać Bliźnięta z lodu i zagłębić się w lekturze, nie mogłam nie skorzystać!

    Cała powieść przesiąknięta jest mroczną atmosferą, bólem żałoby i tragedią rodziny Moorcroftów. Styl autora mnie oczarował. Aura historii dotykała mnie dogłębnie, co chwila wywołując dreszcze. Nastrój powieści, oprócz ogólnego smutku, wionie chłodem wprost ze szkockiej wysepki. Torran została opisana z taką dokładnością, że możemy sobie wyobrazić każdy jej szczegół, a wczucie się w historię nie stanowi żadnego problemu. Jesienno-zimowy klimat, wyniosłe szczyty, chłodne wilgotne wiatry i ogólny trud życia na praktycznie odciętej od świata wyspie zupełnie mnie odurzyły. Thriller ten wciąga dogłębnie, ma się wrażenie bycia naocznym świadkiem wydarzeń.
    I zapewniam Was - bez ciepłego koca i gorącej herbatki ciężko będzie wytrzymać. Historia naprawdę mrozi krew w żyłach! Warto tu też dodać, że autorowi udało się zaskoczyć mnie zakończeniem, co zdarza się coraz rzadziej. Rozwiązanie historii przyprawia o dreszcze, wierzcie mi.

    „I to fatalne zamazanie tożsamości zamarzło, utrwaliło się,
    jak rysa na lodzie.”

    Bohaterowie wykreowani przez S. K. Tremayne'a zapadają głęboko w pamięć. Angus - ojciec i mąż, silny mężczyzna pogrążony w żałobie i nałogu alkoholowym. Sara - krucha żona, która wydaje się wręcz bać męża. Kirstie-Lydia - mała zagubiona dziewczynka, której zaciera się tożsamość. Oni wszyscy, a także cała śmietanka innych genialnie wykreowanych postaci stanowiących tło głównej historii sprawiają, że od Bliźniąt z lodu naprawdę ciężko się oderwać - chociaż przy czytaniu potwornie się marznie...

    Bliźnięta z lodu to naprawdę intrygująca historia z zaskakującym, przyprawiającym o dreszcze zakończeniem. Pełna chłodu początków zimy, zapierających dech w piersiach - ale jednocześnie przytłaczających - krajobrazów szkockich wysp, opowiadająca mrożącą krew w żyłach historię powieść wydaje się idealna na jesienne wieczory z herbatą i ciepłym kocykiem. Ekstremalne wrażenia, mnogość domysłów i ogólne rozstrojenie emocjonalne - zapewnione! Polecam serdecznie, bo to kawał dobrej pisarskiej roboty.


    Za możliwość zapoznania się z tą powieścią
    chciałabym serdecznie podziękować księgarni internetowej Matras 
    ~*~
    Ktoś z Was już może czytał? Jak wrażenia?
    A może macie zamiar dorwać tę niezwykłą historię już wkrótce...?
    Mogę Wam ją serdecznie polecić, mnie naprawdę zachwyciła!

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz