Ariana | Blogger | X X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Najgorsza relacja ze Zlotu Nocnych Łowców™


Jedyne, na którym dobrze wyglądam (dzięki naszemu helperowi).
W sumie minął już miesiąc. Jestem najgorszą autorką blożka w historii, są za to jakieś medale? Poza tym jak chcecie poczytać coś sensownego to może po prostu to sobie odpuścicie? Zawiedziecie się. Welp... Karuzela śmiechu rusza.
Ogólnie to był bardzo dziwny trip, wiele pokręciłam, wiele samo się rypło, a w ostateczności było zabawnie, a ja jak zwykle wyszłam na kosmitę. Nic nowego, ale było cudownie i to jeden z lepszych eventów na jakich byłam.
W końcu! Od kilku lat podpatrywałam to wydarzenie i zawsze żałowałam, że nie dałam rady kupić biletu albo nie kupiłam, bo nie miałam jak dojechać. Aż do tego roku. Trochę było kombinatorstwa, ale udało się, dotarłam do Poznania na Zlot Nocnych Łowców. Zaliczyłam trochę przypałów, mandat, jechałam w wagonie, który chyba pamięta samego Stalina... Bo nie mogło być normalnie! Warto było.
Widzicie, w tym fandomie część osób ogarniam i kojarzę, sama jestem zaskoczona, że ludzie mnie kojarzą (serio, idę gdziekolwiek, a tam „aaa to ty wrzuciłaś to opko z chorym Alekiem”), ale z główną organizatorką zlotu nigdy nie było mi po drodze. To znaczy wiedziałam, że taka osoba istnieje, ale nie kojarzyłam z nią nic poza tym wydarzeniem, bo nie jestem zainteresowana książkową stroną YouTube (o czym będzie jakiś oddzielny post). Jednak wiem, że jest bardzo kochana. A w ogóle Nocni Łowcy to taki dziwnie rozstrzelony fandom, że część tych ludzi bym podusiła, do innej się nie przyznawała, a resztę kocham. Pisiont twarzy Szedołhanters. Oczywiście poza Embers było tam naprawdę wiele wspaniałych osób i nadal jestem w ostrym szoku po zobaczeniu kilku chłopaków. Tak samo byłam zaskoczona po dotarciu do Poznania, że w dosłownie kilka minut wpadłam na tylu przypadkowych uczestników Zlotu. No halo, ja rozumiem, że podczas Pyrkonu okolice MTP przejmują konwentowicze, ale nie spodziewałam się czegoś podobnego na spotkaniu jednego fandomu. (Chyba pora przemyśleć wyjazd na paradę równości...) Także ani chwili nie byłam samotna (spróbowałabym tylko tak twierdzić, a to byłby mój ostatni post), poznałam kilka kochanych osób i mam nadzieję, że mnie nikt nie wspomina ze zgrozą. W Poznaniu na pewno był ten kochany odłam fandomu, a reszcie na pohybel, traficie do Zupy Zła!
Jeśli mam być szczera to wszystko tam było niesamowicie dobre, ale najlepsze może być tylko jedno: „mój” team! Wyobraźcie sobie, że na kilka dni przed Zlotem większość osób nam uciekła, bo jakieś sprawy rodzinne, bo choroby, bo, bo, bo. Nikogo nie winię, ale kiedy macie 8 osób do obstawienia scenki, trzeba zmodyfikować scenariusz, przerobić swoje plany na strój i na koniec okazuje się, że brakuje rekwizytów, jest dość gorąco. Inni by spanikowali, a my przez większość czasu mieliśmy niezły ubaw. Było osiem osób, miecz zwinięty z jakieś izby pamięci bitwy pod Grunwaldem, tarcza ze zlotowej torby i najlepsze demony świata: jeden w różowym szlafroku, drugi w czapce z księżniczkami, w dodatku oba zeszkalowały Clary. (Podpowiedź, mój różowy szlafrok jest bardzo ciepły i raczej nikogo nie dziwi, że mam wypaczony pogląd na mieszkańców Piekła.) Specjalne pozdrowienia dla mojego złotego pomocnika – bez Ciebie ten Zlot nie byłby tak śmieszkowy i pełen szkalunku na Clary i ACOTAR. Do tego nasz genialny helper, biedny pewnie musiał mieć anielską cierpliwość, żeby nas ogarnąć, a w dodatku na czas scenki podarował mi demoniczne rogi. Ogólnie rzecz ujmując jak dla mnie to ten Zlot wygrał Team Ravener, a czwarte miejsce jak na osiem osób w starciu z drużynami po dwa razy większymi to już zwycięstwo.
Co poza tym? Na pewno genialne konkursy i tutaj... Tutaj przeprosiny dla mojego Magnusa za to, co odwaliłam. Jestem dziwnym stworem i wyobraźcie sobie, wychodzimy we dwie, żeby razem odpowiadać, no i liczył się czas. Co stało się ze zestresowaną Lusi? Zaczęła strzelać jak z karabinu maszynowego odpowiedziami (jedyny raz kiedy byłam przygotowana do odpytania). Ja naprawdę nie chciałam czegoś takiego odwalić i masz tu pisemnie, że jeszcze to wynagrodzę tylko sama określisz jak (tylko bez wysyłania Jace'a na Antarktydę, pingwiny mogą mu przypominać kaczki). A już zupełnie ześwirowałam na stoiskach z fandomowym szajsem, głównie u EpikPage – te dziewczyny robią za dużo pięknych rzeczy i pewnie z moich pieniędzy wydanych u nich uzbierałoby się dobrych kilka stówek. Teraz czekam na premierę ich świeczek, bo koniecznie chcę dużą! A i wiankiem nie pogardziłam, złapałam zakładki z „Twierdzy Kimerydu” za darmo, zostałam Plisieckim w wianku Victora. Jak mnie ciotka wieczorem zobaczyła to poddała się z zadawaniem pytań. Rozrywka dla mnie, rozrywka dla portfela, wszyscy się bawimy. A jeśli kiedykolwiek powstanie kolejny Zlot to błagam, Embers, koniecznie atrakcja z łapaniem książkowych przystojniaków! Jeszcze Ci Jonathan ucieknie z piwnicy i co wtedy? U mnie Magnus i Alec się dobrze trzymają, ale kto wie... A łowieckie umiejętności trzeba ćwiczyć, nie?
W ogóle w jednym wielkim skrócie: było G E N I A L N I E! Przywróciliście moją wiarę w fandom (ale nie chowam dzid na tych złych fanów), w końcu mogłam legalnie poświrować tak, jak tygryski lubią najbardziej. Wydałam tyle pieniędzy, że spokojnie dorównałabym jednemu dniu na Pyrkonie, wydurniłam się co najmniej dwa razy i mam nadzieję, że nie znajdzie się to na nagraniach bo to przebija nawet Razjela gubiącego swoją magiczną księgę w „Siewcy Wiatru” – nie ufajcie tym pierzastym, udają takich super ważnych, a jak zawalą sprawę to nagle komediodramat i koalicje z Lucyferem. Szkoda, że to miał być ostatni zlot, bo pojechałabym jeszcze kilka razy. Zawsze mogę liczyć na jakieś niesprecyzowane spotkania na większych konwentach, chociaż to nie to samo. Nawet te 90 złotych monet na mandat mnie zbytnio nie telepie po tym wydarzeniu. Prawie niczego nie żałuję, bo jak mi się pierdolec udzielił przy tym konkursie to sama sobą byłam zażenowana. Matka przecież ostrzegała, żeby nie dawać pierdolcowi dojść do głosu... Daję 12/10, dorzucam odstraszacz kaczek, skrzynkę mango i dożywotni zapas brokatu.

Ps. Zdjęcie ukradłam z wydarzenia, bo sama żadnych nie zrobiłam, byłam zajęta świrowaniem.
Ps.2 Jeśli czyta to jakiś uczestnik Zlotu to ja krzyczałam, że znam spoilery do „Lord of Shadows”. Nic nie powiem, nie będziecie gotowi na cierpienie. HA! (No kurde, zaraz premiera, Lusi.)

Ja sama na YT nie siedzę, ale macie tu linki do ludzi bardziej ogarniętych niż ja.
Papierowa Embers
NIEwymuszony

Z zażenowania własną osobą rozpocznę nowe życie jako kaktus
Lucy
0

środa, 3 maja 2017

(Pyr)Relacja": Zimnioki feat Pomarańczowe Stwory. Straszyłam w Poznaniu!

Tak, straszyłam głównie ryjem.
Pyr, pyr, pyr... Rany, nawet nie wyobrażacie sobie, jak wszystko mnie boli, jakim szczęściem jest normalne łóżko i ciepła woda pod prysznicem. Dobra, konwentownicze wiedzą. Warto było. Cholera jasna, naprawdę niczego nie żałuję, poza wyborem pociągu powrotnego. To mój drugi Pyrkon, a pierwszy w osławionej Pomarańczowej Koszulce. Właśnie zaliczam pokonwentową depresję. Kładę się spać i nikt nie klaszcze, nikt nie krzyczy "Zaraz będzie ciemno!" albo "Zamknij się!", idę do łazienki i jestem zszokowana brakiem kolejki, nikt w owej łazience nie gotuje wody na zupkę chińską. Całe szczęście, że nikt tam nie ogarnia cosplay'u, bo jak szanuję dobre stroje, tak jak widziałam te tłumy blokujące kabiny i umywalki, żeby nałożyć tapetę i peruki, to coś mnie strzelało. (Dobrze, że męska była tak serio koedukacyjna i gender friendly, dziękuję panowie!) Co roku się zastanawiam, czemu ja to sobie robię, a potem nie chcę wracać, bo jest zbyt genialnie. 
Zaczęło się już w lutym, kiedy postanowiłam zgłosić się na gżdacza. Przyznaję, na początku pomyślałam o tej opcji ze względu na cenę biletu, w tym roku było to 80 złociszy, a ja jestem biednym studentem. Bałam się jak cholera, bom buła naczelna i wszystko potrafię sknocić, bałam się czy mnie przyjmą (uwaga, większość ludu przyjmują, więc niepotrzebnie obgryzałam pazury!). Pierwsze zwycięstwo: przy moim zgłoszeniu pojawił się piękna informacja "przyjęty". Zwycięstwo drugie: trochę przed imprezą dostałam telefon od najlepszego organizatora na świecie, zostałam przydzielona do bloku naukowego! Naprawdę, niektórych zadań się bałam, a tu się okazało, że będę pilnować jednych z lepszych punktów programu! Nie mogłam trafić lepiej, patrząc po prelekcjach i całej ekipie. W sumie bawiłam się lepiej niż na swoim pierwszym Pyrkonie, a rok temu naprawdę byłam oczarowana tym konwentem, jakby mnie cała fantastyka trzasnęła w mordę. 
Do moich zadań należało pilnowanie sali, ogarnianie kolejkonu i nadzorowanie prelekcji, żeby nikt nie przedłużał. W sumie bywało trochę dziko, najczęściej brakowało wolnych miejsc, a na ostatnim wykładzie w sobotę odstawił się prawdziwy stan umysłu. W sumie dwie ostatnie prelekcje były oblegane. Nie ma to jak epidemie i dewiacje seksualne! Ludzie aż utworzyli dwie kolejki, z czego jedna zawijała przez cały korytarz i kończyła gdzieś w toaletach. Ludu chyba trzy razy więcej niż miejsc na sali. Czemu się dziwić, kiedy dwóch dorosłych panów w koszulkach z jednorożcami opowiada o dewiacjach seksualnych? Poważnie, prelegenci byli genialni. Poza tym bycie gżdaczem to genialna sprawa. Mieliśmy "oddzielny" sleeproom na antresoli, w którym było o wiele więcej przestrzeni niż na dole. Dostaliśmy też obiady, raz dziennie mogliśmy otrzymać posiłek, chyba że jakaś dobra dusza oddała swój karnet. (Tak, ja trafiłam na dobrą duszę!) Do tego darmowe wejście, genialna koszulka i miejsca gwarantowane na prelekcjach, których pilnujemy. Poza tym miałam na tyle świetnego orga, że czasem dostawało nam się coś słodkiego. Na początku byłam przerażona, pierwszy dyżur, a tu dostaję wiadomość, że druga dziewczyna nie dała rady dotrzeć na Pyrkon. Ja po raz pierwszy w takiej sytuacji mam zostać sama, pewnie coś sknocę, ludzi wkurzę, wyjdę na totalną ciapę. No, nie tak szybko! Najpierw organizator pomógł mi przeżyć początek, potem pod drzwiami zorganizował się kolega gżdacz z magicznym artefaktem Pyrkonu - taśmą - i prawie od razu zgłosił się na pomoc. Potem się zmienił z innym złotym panem. Później już miałam ekipy więcej, niż się spodziewałam, dziewczyny też były cudowne. W ogóle poczułam się tam adoptowana przez wszystkich, a spróbowałabym powiedzieć, że przed dyżurem nic nie zjadłam! Marny mój los! Spać i jeść, to moje najświętsze obowiązki! Jestem ukochana i wyściskana za całe życie! Hitem okazała się moja czapka z uszami, wszyscy musieli ją wytarmosić. 
TEN DIABEŁEK!
Tylko pewnie bardziej was interesują atrakcje i sama jakość konwentu. Powiem tak: jak nie byliście, możecie żałować! Nie byłam na niczym z bloku literackiego ze względu na to, że wszystkie wyczekiwane przeze mnie prelekcje kolidowały mi z dyżurami, ale też się nie nudziłam. Wiecie skąd się wzięła dżuma? Ja już wiem! A od takich wiewiórowatych stworów z Mongolii. Co zrobić, żeby nie rozwaliła nas asteroida? Przemalujmy ją, Słońce załatwi resztę! Nawet fizyka była interesująca, trafił nam się taki prelegent, który dosłownie porywał tłumy. Coś o trupach? Jak głęboki musi być grób? Co zrobić z gwoździem z trumny? Jak powstrzymać umarlaka przed wypełznięciem z mogiły? A jak już wypełzł, co zrobić, żeby go powstrzymać? Prelekcja o umarlakach była czystym złotem. Macałam też Marsa. Tak, Marsa! Miałam również przyjemność spędzić chwilę z Jakubem Ćwiekiem i Mają Lidią Kossakowską. Z Ćwiekiem w ogóle wygrałam sprawę, bo w kolejkonie byłam trzecia. Może rozmowa była krótka, ale rany, ja nie wiem, jak można takiego człowieka nie polubić! Ma świetne podejście do swoich fanów, a książki podpisywał do ostatniej osoby. Nie wiem, jak to było z Kossakowską, ale ja zdążyłam! Ta pani też jest świetna! U niej już s spinałam, żeby inni też zdążyli, ale diabełek pod autografem jest przeuroczy. Niestety, do Marty Kisiel nie udało mi się dotrzeć, tak samo do Samanty Shannon. Szkoda, bo kiedy Shannon miała autografy, ja miałam dyżur dosłownie OBOK! Mało tego, mój org mnie uświadomił, że gdybym tylko mu powiedziała o sprawie, puściłby mnie bez problemu. Oczywiście, ja chciałam być grzecznym stworkiem i uznałam, że informacja o ostateczniej wersji grafiku zakłada, że nie ma wyrywania się z dyżurów. Jednak pomimo to jestem szczęśliwa, a Martę Kisiel mam nadzieję spotkać na WTK. 
Imperium leci po kosztach.
Co poza tym? HALA WYSTAWCÓW! Ile ja kasy wydałam to jest wręcz niewyobrażalne! Głównie u dziewczyn z EpikPage. Nowe zakładki, ludzie! Nowe zakładki! A jakie urocze! Kupiły mnie ich produkty z Yuri on Ice (może kiedyś coś tu o tym napiszę, bo to jest PIĘKNE), szczególnie mały YurioEpik Pack właśnie z YoI jest definicją uroczości, poza tym zakładki z Newtem Scamanderem i Niuchaczem to słodkość. Miały też breloczki i wisiorki, a ja przyleciałam do nich chyba cztery razy, o ile dobrze liczę. Kolejne jest wydawnictwo SQN, ksiunżkiWincyj ksiunżkówPrzypinków i naklejków też! Mają teraz naklejki z Robinem i Nikitą z nowej serii Anety Jadowskiej! Ja nawet koszulkę kupiłam  YoI, ze Strażników Galaktyki, rany... A i bubble teaBubble tea jak zawsze jest cudowne! (Czemu w tym moim Toronto zlikwidowali bubble tea?!) Do tego spoktania z cudownymi osobami. No i sleeproom. To się równocześnie kocha i nienawidzi. Gorzej niż w obozie dla uchodźców (bez urazy dla uchodźców), ale za to jaka zabawa! Kolejkony do łazienek to świetne miejsce do nawiązywania znajomości, pod prysznicami teleportujesz się na Antarktydę, a noce są pełne klasyki. Jakiej klasyki? Konwentowej! W tym roku hitami okazały się: 
  • "Zaraz będzie ciemno!" - "Zamknij się!" (klasyka klasyki) 
  • "Już jest ciemno!" 
  • "Arka Gdynia..." (tego słynnego powiedzenia przytaczać w całości nie muszę, prawda?) 
  • "Korona Kielce kurwa widelce!" (te memy) 
  • Oklaski dla samych oklasków, każdy lubi klaskać! 
  • Najbardziej memiczne budziki. Tyle ludu poustawiało "Poka sowę", że zabrakło nam naboi. John Cena też był i Emotional Flute, He Man... Wymieniać dalej? 
Cóż poza tym? Rzymski fort i samolociki z papieru, a w niedzielę sceneria totalnego postapo. Cholernie jestem obolała, pomimo dmuchanego materaca. No bywa. 
Ostatecznie, bardzo polecam taką przygodę! Pewnie będziecie w stanie agonalnym, ale za to szczęśliwi jak nigdy! Poważnie, pyrkonowy weekend to najlepszy weekend w roku! Zabiło mnie, że kilka osób wzięło mnie za Yuriego Plisieckiego z YoI. Nie żebym już nie była biedo Plisieckim przez całe życie, ale okazuje się, że koszulka z tygrysem i plecak w panterkę dodaje mi +100 do "biedo kospleju", szkoda tylko, że nie spodziewałam się żadnej reakcji i ostatecznie byłam jak "Eee, ale ja tu tylko egzystuję? Ale awwww w końcu w życiu mi wyszło!". Nie mam na co marudzić, poza tym, że kolejny Pyrkon dopiero za rok! Chociaż może założę fundusz Pyrkonowy... 
Dobra, mam na co narzekać! Byliście na Dworzeckonie? JA BYŁAM! To taki konwent po konwencie, kiedy pociąg z konwentu spóźnia się cholerne 145 minut, a większość oczekujących to konwentowicze. Chociaż pan w średnim wieku z poduszką z Poniaczem (nie, to nie był niewinny Poniacz, to była poduszka ZŁA) był bardzo przerażający. Gdyby nie to, byłabym szczęśliwa aż do powrotu, a tak... Nie chcielibyście się znaleźć w pobliżu, kiedy odgrażałam się całym polskim kolejom za aktualną sytuację. Plus podróży był jeden: w obie strony przedział dzieliliśmy z innymi fantastycznymi świrami! Żadnych smutnych Grażyn, Pyrkon był wszędzie. To jak z pociągami na Woodstock, tylko nie aż tak ciasno. 
(Jeden akapit wcześniej post powinien się kończyć, ale no hm... Przypomniało mi się.) 

Zaraz będzie ciemno! 
2